Czas na opis wydarzenia, na które czekałam wiele miesięcy, gdyż poprzednio nie mogło mnie być - mowa oczywiście o poznańskiej edycji Restaurant Day, w moim wypadku spędzonej w Strefie Kultywator. Osobom, którym idea Restaurant Day jest nieznana w skrócie napiszę, że kucharze amatorzy w owym dniu otwierają swoje jednodniowe restauracje, w których możecie zakupić przyrządzone przez nich pyszności - typ jedzenia nie ma znaczenia - sushi, wypieki, zupy, hummus, hamburgery, napoje, dosłownie wszystko, co przyjdzie Wam do głowy. Restauracje otwierają się w parkach, domach, klubach, jak się dogadacie tak macie. Ja każdy RD spędzam w Strefie Kultywator w Poznaniu, gdzie wczoraj mogłam raczyć się przysmakami i podziwiać dzieła takich osób i grup jak Marcin Tyrakowski (sushi shef), FoodFestish i ich cudowne burgery, Habemus Hummus i ich wyjątkowy hummus wraz z wersją 'zabierz mnie do domu' w 10 wersjach, m.in hummus szpinakowy, bananowy, orzechowo-pomarańczowy czy wasabi , Merienda - tortilla & tapas, od nich skusiłam się na hiszpańską tortillę ze szpinakiem i serem brie, do wyboru również w wersji z jamon serrano i chorizo, w każdym zestawie oprócz kawałka wybranej tortilli tost z sosem czosnkowym, kaparami i oliwkami oraz tost z tuńczykiem i oliwkami. Poniżej kilka zdjęć, kolejność kucharzy i ich dań taka, jak wyżej. :)
Czas na moją ukochaną gwiazdę - INSULINA <--KLIK. ! Moim zdaniem zasługuje na osobny kawałek postu. Wczoraj udało nam się poznać osobiście, fanką Jej słodkości i nie tylko jestem od dawna. Skusiłam się na pikantną meksykańską zupę ala chilli con carne z mięsem oraz tartę z musem z białej czekolady i borówkami - ponieważ za mną była już zupa i tortilla, więcej nie byłam w stanie w siebie wcisnąć, a oczy chciały, oj chciały... <3 Arletta jest wróżką w kuchni, spod jej ręki wychodzą prawdziwe cuda, jedne pyszniejsze od drugich. Zapraszam serdecznie do odwiedzenia jej fanpejdża, do którego traficie klikając w powyższą powiększoną nazwę, w ten sam sposób traficie do osób, które wymieniałam wcześniej. :) A teraz czas na zdjęcia, polecam mieć serwetkę w pogotowiu - ślinka z pewnością Wam pocieknie, na końcu nasze wspólne zdjęcie! <3
Ile pysznych rzeczy :) Aż zgłodniałam :) !
OdpowiedzUsuńWiadomo. :D
UsuńZazdroszczę takich pyszności :)
OdpowiedzUsuńOj jest czego. :)
UsuńBiorę wszystkie serniki! <3
OdpowiedzUsuńDasz radę tyle zjeść? :D
UsuńWow! Ależ uczta dla oczu i żołądka... Tylko pozazdrościć :)
OdpowiedzUsuńU Ciebie RD się nie odbywa? :(
UsuńTyle słodkości w jednym miejscu- ale zazdrość :D
OdpowiedzUsuńHaha jest czego - objadłam się mega. :D
UsuńZa dużo! Za dużo smakowitych zdjęć, które wywołują skurcze żołądka i ślinotok! Matko kochana, ąz mi w głowie te wszystkie smakołyki teraz wirują. Och i ślicznie wyglądasz :)
OdpowiedzUsuńDziekuje. ;*
UsuńO matko, jakie pyszności! Dlaczego zawsze, kiedy wchodzę na Twojego bloga, nieważne, o której godzinie, robię się głodna? :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam cydr, szczególnie jagodowy <3
Haha, musisz czytać moje posty z pełnym talerzem. :D Ja pokochałam jabłkowy. <3
UsuńIleż cudeniek! *.* To nie na moje nerwy! Lecę po czekoladę na pocieszenie -.-
OdpowiedzUsuńHahaha leć i żałuj, że Cię na RD nie było. :D
UsuńInsulina wymiata na każdym restaurant day. Przyjaźnię się z jedną z członkiń insuliny i wiem ile dziewczyny pracy wkładają żeby przygotować tak cudowne wypieki. Tym razem zaliczyłam: sernik polski słodki Michał, ciasto syryjskie, ciasteczko brownie, babeczkę z oreo i mascarpone i mój number one ciasto snickers, które wymiata i jest najlepsze ze wszystkich. Rok temu przygotowano dla nas całą formę snickersa i znam pewnego osobnika, który zjadł pół ciasta :)
OdpowiedzUsuńNie pozostaje mi nic tylko potwierdzić - Arletta jest cudowna. <3
UsuńŚlinka cieknie !!! :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńŚlinka cieknie :)
OdpowiedzUsuń